Choć raz w roku odwiedź miejsce, które kochasz.

Udało się w tym roku raz tak na serio, a dwa razy z dziećmi 😄. 

Z trójką dzieci byliśmy pierwszy raz na Sarniej Skale, trochę mało profesjonalnie, bo z najmłodszym dwulatkiem "na barana" czyli kilkanaście dobrych kilogramów więcej. Żona mówiła, na Sarnią Skałę, to lajt jest...może, ale nie z takim klocem na ramionach, miałem niezły wycisk. Poza tym było to dość niebezpieczne i przyznaję mało odpowiedzialne, bo końcowe podejście na Sarnią Skałę jest z kimś na plecach dość niebezpieczne, przy schodzeniu w dół jest jeszcze gorzej, no ale dobra...na szczęście nic się nie przydarzyło, w sumie po zejściu ze szczytu młody już śmigał na własnych nogach w dół, trzymając się za ręce, miał niezły ubaw. (↓Galeria↓)


Drugie wyjście - na Nosal, tym razem z jedną pociechą, pięcioletnim synkiem, już było spoko, sam szedł całą drogę, ale jak to nasz urwis - znalazł sobie zabawę w rzucanie z góry szyszkami (dobrze, że nie kamieniami 😁), musiało kogoś zaboleć , bo w końcu ktoś z dołu zawołał, żeby przestać rzucać...ups.(↓Galeria↓)


No i w końcu doczekaliśmy się z żoną wspólnego wyjścia, tylko we dwoje, to chyba był prezent na
15-tą rocznicę ślubu. Cel Wielka Świstówka (Veľká Svišťovka) w Tatrach Słowackich. Bardzo fajna, choć dość długa trasa, ok.23km, początek i koniec: Kežmarská Biela voda, przez Skalnaté pleso. (↓Galeria↓)


Zapomniałbym jeszcze o kilku zdjęciach z Czorsztyna :), są -->tutaj<--