...i wtedy się zaczęło...

Mój pierwszy wschód słońca z aparatem. Wcześniej jakoś nigdy mi się nie chciało, to się w końcu zmusiłem, by zwlec się z ciepłego wyrka i wsiąść na rower, żeby zdążyć nad Wisłę jeszcze przed wschodem słońca.
Jechałem na tym rowerze i jechałem, jakoś strasznie mi się dłużyło, choć to tylko 3 km, a jak biegam w tamtym kierunku to wydaje mi się, że jestem w momencie :) Widoki jakie zastałem na miejscu zrekompensowały pierwszy ból tak wczesnego wstawania, potem już było łatwiej ;)
Pierwszy strzał o 5:41. Galeria↓