Korona Maratonów Polskich


W tzw międzyczasie pomiędzy portretami (choć nie było ich zbyt wiele) sporo biegałem i...
przygotowywałem się do udziałów w maratonach tak, że postanowiłem zdobyć Koronę Maratonów Polskich, zajmowało to sporo czasu.
Moim największym wyzwaniem biegowym był ostatni maraton do Korony Maratonów Polskich, maraton w Dębnie.
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że jakiś miesiąc przed doznałem kontuzji czegoś tam w okolicy biodra i każdy z niewielu treningów w tym czasie nie wróżył już niczego dobrego, już nawet miałem zrezygnować ze startu, ale niektórzy się odezwali: "chyba Cie pogieło", "chybaś gupi" itp....sam tak myślałem i krótko przed maratonem moja kontuzja cały czas nie dała o sobie zapomnieć....co robić?
Z jednej strony myślę, nie dam rady...z drugiej zaś to był ostatni moment by to zrobić, bo wkrótce miał się urodzić mój syn, trzecia pociecha i sami wiecie jak jest przy małych szkrabach, poza tym doszły jeszcze inne komplikacje, które tak, czy siak nie pozwoliłyby mi się dobrze przygotować...
Tak więc się zdecydowałem, że jednak spróbuję.
To był piękny, słoneczny dzień, 8.04.2018r., jak dla mnie za ciepło, no i cały czas ta kontuzja zaprzątała mi to i tamto, no ale jak się powiedziało A....
No to lecę....wziąłem go sobie naprawdę na spokojnie, byle dotrzeć przed czasem (limit w Dębnie 5 godzin) i tak sobie pykałem do 30 kilometra no i koniec. Nie mogłem już biec, próbowałem, ale nie mogłem, kondycyjnie nie było źle, ale biodro już mnie nie puszczało i pozostałe 12 km to już był w zasadzie marsz, w miarę szybki, żeby tylko zdążyć.
Zdążyłem z czasem 4g:55m:42s, potem było już tylko gorzej, z każdym krokiem, ledwo doszedłem pod prysznic, a jak już wsiadłem w samochód w drogę powrotną (na szczęście jako pasażer) to już był dramat. Dramat nr 1 bo trzeba było się zatrzymać na stacji, trzeba było  Dramat nr 2 bo trzeba było dojść z samochodu do domu. Spod klatki na pierwsze piętro miałem w sumie do pokonania około 30 stopni i najdłuższe 2 metry przedpokoju od drzwi wejściowych do łazienki.
Pierwsze dni po było koszmarne, długo nie biegałem, chyba kilka miesięcy. Odechciało mi się wtedy maratonów, chociaż teraz trochę tęsknię, to są jednak fajne momenty, może jeszcze kiedyś będzie mi dane, jeśli tak, to będzie to na pewno Silesia Maraton.

ps.Na zdjęciu chyba widać moje zmagania, to już przed samą metą.

Brak komentarzy: